Dlaczego myślę, że prowadzenia bloga ma sens i jest zdrowe
Era Blogera minęła. Grzmi to hasło na wydarzeniach branżowych, w cyfrowych kuluarach Linkedina wybrzmiewa, jest też narracja taka, że influencerzy to nowi blogerzy.
Otóż nie.
Blogowanie zbudowało most między tradycyjnymi i często nieświadomymi metodami prezentacji historii z ich cyfryzacją. To nie w social mediach rodziły się pierwsze łańcuszkowe stories, a właśnie na blogach. Blogerzy przetarli szlaki komercyjnych kontraktów infuencerom. I tyle jedni z drugimi mają wspólnego. Bo tym, co ich różni jest masywny wciąż fakt:
blogerzy nie uzależniają swojej popularności od social mediów. Współtworzą niepodległą stronę, która trochę jest portalem informacyjnym po ich przemyśleniach, trochę nawigacją po przekonaniach, a trochę przestrzenią mieszania emocji. Reasumując: nie uzależniają swojej popularności od kontraktów z BigTechem, ktorych nawet nie przeczytali. W blogerkach i blogerach, w tamtejszej mentalności jest coś pięknego; coś retro i coś nowoczesnego zarazem.
Chęć cyfryzacji śladów zamiast ich zacierania
Każdy bloger tworzył swoją unikatową cyfrową pieczęć i tożsamość. Niegdyś nazywaliśmy te osobowości avatarami. Bo my do netu logowaliśmy się, czyli bywaliśmy w nim. Wchodziliśmy do niego przez portal zwany gniazdkiem i jakimś tam modemem. Dziś tym portalem jest po prostu mózg, nie wylogowujemy się prawie znikąd i nigdy. To słabo, ponieważ, gdy wylogowujemy się z życia cyfrowego, to logujemy się do świata najbliższego, czyli tego 3D, reala.
Blogerzy nie byli tak dostępni dla mas jak influencerzy; ich cyfrowa tożsamość byla zarazem płaszczem ochronnym i kreacją w jedni. Coś w tym konstrukcie zachwycało. Ta idea była smaczna. Obecna wydaje mi się być rozgotowana, ale przyznam, że po prawie 20 latach próbowania różnych palet smaków trendów sieciowych, coś może mi zwyczajnie nie pasować, nie być w mój gust.
Era Blogerów znow przed nami. Ta matryca mentalna wpisuje się idealnie w renesans wyczekiwanych wartości, które balansują, czyli też odróżniają świadomie wirtual od reala.
Czegoś pomiędzy chciałbym znów,
Żeby social media były mediami, a nie nawykiem;
żeby blogi były nie na serio, ale na serio wpływały na kulturę;
żeby twórcy kreacji swojego życia w sieci mili przestrzeń do zdrowej stymulacji swego mózgu; by różnicowali, dociekali, zadawali pytania i kierowali się odwagą.
ODwagą w demityzacji, w łamaniu TABU na pół, w dzieleniu przekonań na ćwiartki, a z tych ćwiartek jeszcze wydzielić emocje. Właśnie te emocje, pierwotne - organiczne, których w syntetycznych, androidalnych wręcz dla ludzi w necie czasach, były przypomnieniem, że nawet ten świat po drugiej stronie ekranu kreuje ktoś żywy.
Ktoś, komu zależy na tym, żeby to było czytane, dostrzeżone.
Mikołaj Nowak
Komentarze
Prześlij komentarz